Polityka prywatności i pliki cookies Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Zakładamy, że się z tym zgadzasz, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej
Starsze pokolenie na pewno pamięta, jak to kiedyś wyczekiwało się na autobus na przystankach komunikacji miejskiej. Będzie czy nie będzie? Przyjedzie czy nie przyjedzie? A jak przyjedzie to o której? Niby były rozkłady jazdy, ale tak naprawdę trudno było przewidzieć, czy i w ogóle autobus pojawi się na przystanku.
Pamiętam, jak bodaj w 2012 roku na niektórych przystankach w centrum Lublina pojawiły się pierwsze wyświetlacze z numerami linii i czasem pozostałym do przyjazdu. Dla pasażerów to była rewolucja Wyświetlacze bardzo ułatwiały dostęp do komunikacji miejskiej. Były umieszczane mniej więcej na wysokości oczu pasażera i wmontowywane w słupki z rozkładami jazdy.
Miały czarne tło, na którym pojawiały się białe numery linii i nazwy kierunków. Te wyświetlacze istnieją do dziś, jednak stan większości z nich jest dramatycznie zły. Mają też swoje wady. Pierwsza i podstawowa jest taka, że ekrany tych starych wyświetlaczy odbijają światło. Czyli kiedy na ekran padają promienie słoneczne, to nic nie widać. Litery nie kontrastują zbyt mocno z tłem i trzeba naprawdę długo się wpatrywać, żeby zobaczyć jaki autobus i za ile minut przyjedzie. Druga wada polega na tym, że są za nisko umiejscowione, w związku z czym padają ofiara wandali. Wiele z nich ma tak porysowane ekrany, że nawet przy braku promieni słonecznych nie ma szans na odczytanie wyświetlanych informacji. I co gorsza, nikt ze służb odpowiedzialnych za komunikację miejską w Lublinie nawet nie próbuje takich zdemolowanych wyświetlaczy naprawiać.
Przykładem wyświetlacz który znajduje się w samym centrum miasta, przy Placu Wolności na bardzo ruchliwym przystanku. Nie dość że porysowany, to jeszcze zapaćkany jakąś substancją. Kompletnie nieczytelny i to nie od dziś czy od wczoraj. Taki stan trwa od kilku lat i mimo iż z tego przystanku korzysta wielu pracowników pobliskiego Ratusza, nic się nie zmienia. Pasażerowie nie mają dostępu do informacji o przyjeżdżających autobusach, władza nie reaguje.
Podobnie zdewastowany przystanek, w dodatku przez znaczną część dnia oświetlony pełnym słońcem, znajduje się przy Krakowskim Przedmieściu, przy budynku dawnej „Gracji”.
Na szczęście od kilku lat miasto instaluje na przystankach wyświetlacze nowego typu, z pomarańczowymi literkami i cyframi na czarnym tle. Im słońce nie przeszkadza, są czytelne przy każdym oświetleniu. W dodatku wiszą wysoko, poza zasięgiem rąk wandali. Ale są montowane głównie na nowych przystankach lub przy okazji jakichś przebudów.
W tych rejonach miasta, gdzie remontów od dawna nie było, nie ma też wyświetlaczy. Ani starych, ani nowych. Czasem trudno zrozumieć dlaczego na jednym, mało ważnym przystanku wyświetlacz jest, a na innym go nie ma. Przykładem dosyć ruchliwe skrzyżowanie Alei Kraśnickiej z ulicami Zana i Wojciechowską. Są tu cztery przystanki w czterech kierunkach. I tylko na jednym, przy ulicy Zana w stronę LSM zamontowano wyświetlacz. Na pozostałych przystankach, czyli przy Kraśnickiej w stronę centrum i przy Kraśnickiej w stronę szpitala oraz przy Wojciechowskiej, wyświetlaczy brak.
Każdy, kto korzysta z komunikacji miejskiej doskonale wie, jakim ułatwieniem dla pasażerów jest możliwość odczytania z wyświetlacza rzeczywistej godziny odjazdu autobusu czy trolejbusu. Nie z rozkładu jazdy, który nie zawsze jest przestrzegany i zgodny z prawdą, lecz właśnie z wyświetlacza. Niby to drobiazg, bo przecież oczekiwany autobus wcześniej czy później przyjedzie, ale jakże ważny dla każdego, kto chce się gdzieś dostać, załatwić jakąś sprawę, skorzystać z przesiadki. Miasto powinno wziąć się za wyświetlacze – i remonty tych starych, i uzupełnianie przestanków o urządzenia nowego typu. A dla seniorów, którzy szczególnie często korzystają z bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską, jest to sprawa o życiowym znaczeniu.
Do pobrania:
Polityka prywatności i pliki cookies Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Zakładamy, że się z tym zgadzasz, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej
